Kiedy umysł przejmuje kontrolę, a ciało milczy.
O powrocie do siebie po latach życia w napięciu
1.06.2025 | Aneta Stryjewska, Coach Transformacyjny

Czy zdarza Ci się odczuwać nieustanne napięcie? Jakby Twoje ciało nigdy nie potrafiło się do końca rozluźnić, a umysł bez przerwy analizował, przewidywał i czuwał? Może często słyszysz: „Odpocznij wreszcie!”, ale nawet nie wiesz, jak to zrobić. Znasz to uczucie, gdy zamknięte oczy nie przynoszą ukojenia, a natłok myśli nie pozwala zasnąć?
“Rzadko odczuwam spokój – raczej towarzyszy mi nieustanna gonitwa myśli. Stan nadmiernej aktywności umysłu stał się moją normą.” – to słowa mojej klientki, ale tak naprawdę wiele z nas może się pod nimi podpisać.
Ten przewlekły stan napięcia nie wynika z Twojej winy. Często jest wynikiem mechanizmów obronnych, które ukształtowały się w dzieciństwie – w czasie, gdy najbardziej potrzebowałyśmy obecności, uwagi i poczucia bezpieczeństwa, ale nie zawsze je otrzymywałyśmy.
Wiele kobiet mówi mi: „Nie miałam dzieciństwa. Od małego musiałam pomagać mamie, w gospodarstwie albo opiekować się młodszym rodzeństwem”. Takie przedwczesne dorastanie, przejmowanie odpowiedzialności za dorosłych, przejmowanie ich obowiązków zostawia głęboki ślad w ciele, a jego źródło ma swoje miejsce przy rodzicach, gdzie już od pierwszych chwil naszego życia, nie byliśmy adekwatnie zaopiekowani zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Cała reszta była tylko naturalną konsekwencją postawy rodziców i naszego dostosowania się do sytuacji.
Jako dzieci potrzebujemy być odzwierciedlani. Gdy opiekunowie nie są dostrojeni do naszych potrzeb, porzucamy swoje wewnętrzne doświadczenie – czucie ciała, z którego płyną do nas sygnały i przejmujemy jako własne to, co przychodzi z zewnątrz – informacje, które odbieramy za pomocą zmysłów i całego układu nerwowego. Dziecko, które powinno być odzwierciedlane, staje się odzwierciedlającym. Ta zamiana rół rodzi nieufność wobec samego siebie – wobec tego, kim jestem i co czuję. Podważa podstawowe poczucie bezpieczeństwa i zaufania, że ktoś mnie widzi i adekwatnie reaguje.
Wniosek jaki płynie z takich doświadczeń jest jeden: “skoro najbliższa mi osoba mnie nie widzi, to ja sama muszę być dla siebie opiekunem”. To bolesna prawda wielu nas.
Dziecko nie widziane w pełni, nie wysłuchane ze swoimi potrzebami fizycznymi i emocjonalnymi przez opiekunów, nie ma szansy na beztroskie dzieciństwo i to od pierwszych chwil życia, gdyż jego układ nerwowy wchodzi ciągły stan czuwania – napięcia, aby “nadrobić” powstający brak adekwatnej odpowiedzi ze strony rodziców. Dziecko musi samo się „pilnować”, dostosowywać, a często wręcz „czytać w myślach” dorosłych, żeby przetrwać. W takich warunkach ciało uczy się napięcia jako normy, a umysł przejmuje funkcję opiekuna. W takich warunkach powstają wzorce: “ratowniczki”, “siłaczki”, “Zosi – samosi”.
Ciało jako zagrożenie, umysł jako opiekun
Kiedy emocje stają się zbyt trudne do uniesienia, ciało – które je przechowuje – zaczyna być miejscem, od którego uciekamy. Zamyka się wtedy kontakt z odczuwaniem, a życie przenosi się do “głowy”. Myślenie staje się formą kontroli. Umysł, choć początkowo chroni, z czasem staje się więzieniem, które oddziela nas od ciała. W ten sposób porzucamy część siebie i zaczynamy odczuwać wewnętrzną pustkę.
Gdy coś w sobie porzucamy, ciało zawsze odpowiada napięciem. Odłączenie głowy od odczuwania – a więc oddzielenie jej od reszty ciała – staje się nieświadomym sposobem na uzyskanie choćby namiastki bezpieczeństwa w niedostrojonym środowisku.
Wtedy powstają dwie największe iluzje:
- „Kiedy nie będę sobą, będę kochana.”
- „Kiedy odetnę się od ciała, odzyskam kontrolę nad swoim życiem.”
Obie są formą kompensacyjnej odpowiedzi na brak adekwatnego dostrojenia ze strony opiekunów. Obie mają wspólny mianownik: porzucenie.
Porzucamy siebie, żeby dopasować się do oczekiwań innych.
Porzucamy ciało, żeby chronić się przed emocjami, które z niego napływają.
To właśnie wtedy pojawiają się objawy psychosomatyczne: napięcie w karku, bóle pleców, bezsenność, kołatanie serca, trudności w oddychaniu. Ciało – ignorowane – zaczyna „krzyczeć”, domagając się uwagi.
Mechanizm jest prosty: porzuceni – porzucają … dopóki nie zaopiekują się sobą.
To nie Twoja wina – ale Twoja odpowiedzialność
Warto to powiedzieć jasno: nie chodzi o obwinianie ani siebie ani naszych rodziców. Oni także byli dziećmi, które czegoś nie dostały – dlatego nie potrafili dać więcej. Postawa jaką warto przyjąć wobec rodziców to: robili tyle, ile mogli, z tym, czym dysponowali.
To też nie Twoja wina, bo jako dziecko radziłaś sobie, jak umiałaś. Za to dziś, jako dorosła kobieta, masz możliwość zauważyć ten brak i się sobą zaopiekować. Przestać karać się za objawy i zacząć słuchać, co próbują Ci powiedzieć.
Jak wrócić do siebie? Krok po kroku ku rozluźnieniu i zaufaniu
1. Skieruj uwagę na ciało
Zacznij od prostej ciekawości: co czuję w ciele? Gdzie jest napięcie? Gdzie czuję ciepło lub zimno? Zrozumienie, że ciało to nie wróg, ale sprzymierzeniec i komunikator – to pierwszy krok ku uzdrowieniu.
2. Zauważ uczucia ukryte pod napięcie
Ból i sztywność często nie są jedynie wynikiem zmęczenia, ale skutkiem niewyrażonych emocji: lęku, smutku, złości, żalu. Zamiast je tłumić, naucz się przeżywać je w bezpieczny sposób. To możliwe – i bardzo uwalniające. Już samo zauważenie odczucia czy uczucia powoduje, że traci ono na intensywności.
Tu zapraszam Cię do zapoznania się z innym artykułem na moim blogu: Na czym polega świadome oddychanie? Oddech słuchający i sięgający – Twoje codzienne narzędzie do spokoju i siły, który właśnie pozwoli Ci, w obecności oddechu słuchającego, przeżyć emocje.
3. Otwórz się na bycie, nie tylko działanie
Jeśli całe życie polegałaś na sobie, to nie przypadek. Ale dziś możesz wybrać inaczej – zrezygnować z nadmiernej kontroli na rzecz obecności. Nie musisz być zawsze silna. Możesz po prostu być sobą – i to wystarczy. Rozpoznawaj również jakie aktywności są normalnym stanem bycia i obecności, a jakie kompulsywnym działaniem zagłuszającym Twoje czucie ciała i emocji.
4. Pozwól sobie na przyjemność
Ciało nie chce tylko przetrwać – chce żyć, czuć, oddychać pełną piersią. Co sprawia mu przyjemność? Dotyk, ciepła kąpiel, ruch, spacer. Sprawdź, jak reaguje, gdy dajesz mu czułość i uwagę.
5. Zbuduj nową relację – z ciałem i z innym
Zaufaj – najpierw sobie i swojemu ciału. Potem – innym. Może po raz pierwszy. Doświadcz ucieleśnionej obecności, prawdziwego kontaktu, bezpiecznej uważności. To naprawdę może uzdrawiać.
To długa droga – ale możliwa
Uzdrawianie nie zachodzi przez myślenie. Dzieje się poprzez czucie, poprzez obecność w ciele, poprzez zatrzymanie się i danie sobie tego, czego kiedyś zabrakło. Każdy krok w stronę kontaktu z ciałem to krok ku sobie. Każdy ma prawo, by siebie odzyskać.
Rozwiązanie problemu: Bliskość zamiast kontroli
Czy nie o tym tak naprawdę marzysz? Nie o „radzeniu sobie” z życiem, tylko o tym, by czuć się blisko siebie i innych. By nie musieć już być w ciągłej gotowości. By pozwolić, by ktoś – w tym Ty sama – się Tobą zajął.
To możliwe. Zaczyna się od małego gestu czułości. Może już dziś?
Uzupełnieniem tego wpisu są moje dwa inne artykuły: Na czym polega świadome oddychanie? Oddech słuchający i sięgający – Twoje codzienne narzędzie do spokoju i siły oraz Sekrety zdrowia i efektywności: Dlaczego relaksacja powinna być częścią Twojej rutyny?
