Niewidzialne Więzi: dynamiki i uwikłania w życiu polskich kobiet – wpływ historii i kultury na relacje rodzinne
1.04.2025 | Aneta Stryjewska, Coach Transformacyjny

Praca z ustawieniami systemowymi pozwala na odkrycie głębokich, nieświadomych mechanizmów, które mają swoje korzenie w historii rodzinnej i przekazach pokoleniowych. W przypadku kobiet, szczególnie w Polsce, pewne wzorce i uwikłania pojawiają się wyjątkowo często. Związane są z rolą matki, relacjami matka-córka oraz interakcjami z mężczyznami. Wiele z tych mechanizmów wynika z trudnych doświadczeń przodków, wojennych traum, a także przekonań, które zostały nieświadomie przejęte w wyniku rodzinnych historii. Poniżej przedstawiam wzorce, które najczęściej obserwuję w mojej pracy z kobietami.
“Siłaczka” – nadmierna odpowiedzialność i brak przestrzeni na słabość
Wielu kobietom, zwłaszcza tym, które wychowały się w rodzinach, w których mężczyźni byli nieobecni lub wycofani (np. w wyniku wojen lub uzależnień), przypisuje się rolę siłaczki. Wiele z nas dorastało w rodzinach, gdzie rola matki była nadrzędna, gdzie to ona brała na siebie wszystko i musiała stawić czoła wyzwaniom życia. W takich rodzinach mężczyzna często bywał bierny lub po prostu nieobecny emocjonalnie, co sprawiało, że to kobieta musiała radzić sobie z trudnościami i być tą „silną” osobą, na której wszystko się opierało. Z takiego domu wychodzi się z przekonaniem, że muszę być niezależna, samodzielna i nie mogę nikomu okazywać słabości, bo w przeciwnym razie zostanę sama.
To kobieta w takich rodzinach staje się głową rodziny, bierze na siebie odpowiedzialność za innych i stara się sprostać wszelkim wyzwaniom, często nie dostrzegając siebie i zaniedbując własne potrzeby i emocje. Ta rola jest głęboko zakorzeniona w transgeneracyjnych historiach rodzinnych, gdzie kobieta musiała zajmować się wszystkim, gdy brakowało mężczyzn.
Niestety, taki wzorzec prowadzi do zaburzeń w relacjach z mężczyznami, którzy mogą czuć się niepotrzebni lub niekompetentni w porównaniu do tak silnej partnerki. Kobieta, która wzięła na siebie nadmierną odpowiedzialność, ma trudność z przyjmowaniem wsparcia od innych i z delegowaniem obowiązków. Czuje, że jej wartość i tożsamość opierają się na tym, jak dużo może dać innym, co paradoksalnie może prowadzić do poczucia osamotnienia i frustracji. Często również nie pozwala sobie na chwilę słabości, co prowadzi do chronicznego wypalenia, braku satysfakcji i emocjonalnego wyczerpania.Celem pracy z tym wzorcem, jest uwolnienie kobiety od tej obciążającej roli, przywrócenie jej przestrzeni na bycie sobą i otwarcie się na przyjęcie pomocy.
Kiedy słyszę od moich klientek słowa takie jak: „Na tatę nie można było liczyć”, „Mama dawała radę, ja też się staram”, czy „Słabość? To wstyd. Nie mogę jej okazywać”, od razu rozumiem, skąd bierze się ich poczucie osamotnienia i trudności w odnalezieniu drogi do szczęścia. Te wypowiedzi to głęboko zakorzenione przekonania, które przez lata kształtowały ich sposób myślenia i działania. Są to wypowiedzi, które niosą w sobie ogromną odpowiedzialność, którą te kobiety wzięły na siebie – odpowiedzialność, która nie jest ich własną. Życie staje się serią zadań do wykonania, a nie przestrzenią, w której można odpocząć i po prostu być sobą. I choć z zewnątrz może wyglądać, że takie osoby świetnie radzą sobie ze wszystkim, to w głębi serca czują się wyczerpane i osamotnione.
Beata w dzieciństwie, pełniłą rolę opiekunki dla młodszego rodzeństwa, dodatkowo miała też swoje obowiązki, “jak to dziewczynka”. Od najmłodszych lat musiała pełnić rolę dorosłego w rodzinie, co sprawiło, że stała się osobą, która w dorosłym życiu skupia się głównie na pomaganiu innym. Choć sama potrzebowała wsparcia, nie potrafiła prosić o pomoc. Czuła się przytłoczona obowiązkami i coraz bardziej wypalona i pozbawiona radości życia. Po cyklu sesji ze mną powiedziała: “Bardzo ważną zmianą, która zaszła w czasie mojego procesu, jest fakt, że dawniej dużo pomagałam innym kosztem siebie i nie umiałam prosić o pomoc. Teraz stało się dla mnie naturalne, że skoro ja pomagam, to też mogę poprosić o pomoc i to robię. Kiedyś poprosić o pomoc był to dla mnie końcem świata, teraz już tak nie jest. Dbam też bardzo o to, żeby ta wymiana była równa. Dzięki temu jest mi łatwiej w życiu i nie zostaję sama ze swoimi problemami.”
Ważne, aby pozwolić sobie na zmianę i zacząc ją wprowadzać w życie. W dzisiejszych czasach jest wiele metod, a ustawienia w mojej ocenie, są jedną z najbardziej skutecznych w transformowaniu, tego typu wzorców. Istnieje przestrzeń, by puścić kontrolę, wyjść z tej roli, zdjąć maskę siłaczki i pozwolić sobie na bycie kobietą, która również zasługuje na odpoczynek, pomoc i miłość. Dzięki temu można poczuć się znów szczęśliwą, pełną sił i gotową na to, co życie ma do zaoferowania. Wymaga to jednak odwagi, by spojrzeć w głąb siebie, zrozumieć swoje przekonania i emocje, i rozpocząć proces uwalniania się od nich. Możemy być silne, ale także otwarte, delikatne i pełne wrażliwości. Możemy pozwolić sobie na momenty słabości, ponieważ to one otwierają nas na autentyczność i prawdziwe połączenie z innymi ludźmi. Wystarczy tylko odważyć się porzucić tę rolę, która nie jest nasza i zacząć pisać swoją, nową historię.
Córka w roli “emocjonalnej partnerki matki” – parentyfikacja i wejście w rolę ratownika
Córka, która pełni rolę emocjonalnej partnerki matki, przejmuje odpowiedzialność za jej problemy i emocje. W takich rodzinach dziecko, zamiast rozwijać swoją tożsamość i być naturalnie w roli dziecka, staje się powiernikiem i opiekunem emocjonalnym matki. Wynika to z potrzeby więzi i przynależności, która jest nadrzędna u każdego człowieka, a w szczególności dziecka, które wie, że bez mamy nie przeżyje, więc zrobi wszystko, aby ją “uratować”. Takie zaburzenie w hierarchii rodzinnej prowadzi do poważnych problemów w późniejszym życiu, zwłaszcza w relacjach partnerskich. Córka czy syn (płeć nie ma tu znaczenia) może mieć trudności w budowaniu zdrowych granic, w budowaniu partnerskich relacji w życiu osobistym oraz w pracy, a także poczucie odpowiedzialności za emocje innych, co często skutkuje chronicznym stresem i poczuciem wypalenia.
Wzorzec ten powstaje najczęściej w rodzinach, w których matka nie potrafi poradzić sobie z własnymi emocjami i dziecko, staje się jej głównym wsparciem. Zamiast dziecko czuć się kochane i zaopiekowane, od małego przyjmuje odpowiedzialność za emocje matki i stara się je regulować. To dziecko nie ma szansy na pełne doświadczenie dzieciństwa, ponieważ na jego barkach spoczywa ZA DUŻA odpowiedzialność za dorosłe problemy, problemy nie na jego miarę. Często jest to również związane z niewłaściwym wzorcem przywiązania, gdzie potrzeby dziecka zostały zignorowane lub niedostatecznie zaspokojone.
Emocjonalne przejmowanie odpowiedzialności za innych staje się fundamentem dla całej dorosłej tożsamości dziecka. Kobieta posiadająca ten wzorzec czuje silną potrzebę, by opiekować się innymi, rozwiązywać ich problemy i ich wspierać. Może przeżywać poczucie winy, gdy nie spełnia oczekiwań innych lub gdy nie może ich „uratować”. To często prowadzi do wypalenia, przemęczenia, a także do trudności w relacjach, ponieważ nie potrafi się zatrzymać i pomóc sobie w pierwszej kolejności. W relacjach międzyludzkich często czuje się odpowiedzialna za dobrostan innych, ale zapomina o swoich własnych potrzebach i uczuciach. Może to prowadzić do poczucia pustki i niezadowolenia, ponieważ jej życie kręci się wokół ratowania innych, nie dając jej przestrzeni do zaspokojenia własnych pragnień.
Marta przyszła do mnie z poczuciem, że przez całe życie pełniła rolę emocjonalnego wsparcia dla swojej matki. Czuła się odpowiedzialna za swoją mamę, a w chwilach kryzysowych to właśnie ona była tą, która trzymała rodzinę „na powierzchni”. To uczucie odpowiedzialności za emocje matki stało się dla Marty ciężarem, który nie pozwalał jej na pełne zaangażowanie we własne życie i relacje. Czuła, że musi dbać o innych, by być kochaną, ale nie umiała zbudować zdrowych granic między tym, co jej własne, a tym, co należy do innych.
Wspólnie przyglądałyśmy się, jak ten wzorzec przejawiał się w jej codziennym życiu i w relacjach, w tym również w jej relacjach z kolejnymi partnerami, gdyż nigdy nie udało jej się stworzyć trwałego związku. Marta zaczęła dostrzegać, jak często zaniedbywała siebie, bo zawsze stawiała potrzeby innych na pierwszym miejscu. Proces pracy nad tym wzorcem pozwolił jej stopniowo zauważać i nazywać własne potrzeby i emocje, co pozwoliło odzyskać poczucie własnej wartości, przestać utożsamiać się z rolą opiekunki i zacząć budować bardziej równorzędne, autentyczne relacje, które nie opierały się na poczuciu winy czy nadmiernej odpowiedzialności.
Dzięki temu procesowi Marta zaczęła odkrywać lekkość w codziennym życiu, uwalniając się od ciężaru, który niosła przez lata. Przestała obawiać się, że bycie sobą w pełni może sprawić, że nie będzie w stanie być „dobrą córką” czy „dobrą partnerką”. Ostatecznie nauczyła się, jak tworzyć zdrowe granice i żyć w równowadze między troską o siebie a troską o innych.
Na szczęście uświadomienie sobie wzorca, w którym się funkcjonuje i świadoma praca nad sobą, pozwala wprowadzić duże zmiany w życiu. Kluczowe jest uświadomienie sobie, że nie musimy brać odpowiedzialności za emocje i życie innych osób, szczególnie tych najbliższych. Zrozumienie, że każdy człowiek ma swoją odpowiedzialność za siebie, a wspieranie innych nie oznacza zaniedbywania siebie, jest fundamentem zdrowych relacji. Ważne jest, aby zacząć dbać o swoje emocje, potrzeby i granice. Niezwykle istotne jest nauczenie się rozróżniać, kiedy jesteśmy dla innych, a kiedy jesteśmy dla siebie, i wyznaczanie zdrowych granic.
Lojalność wobec kobiet w rodzie – trudność w przyjęciu mężczyzny
To jedno z głównych źródeł trudności w budowaniu zdrowych relacji z mężczyznami. Kobiety, które dorastały w rodzinach, w których matka i babka doświadczyły traumy, takie jak rozwód, samotność, zdrada czy fizyczne, emocjonalne skrzywdzenie przez mężczyzn, mogą nieświadomie przejąć te wzorce i przekonania. W taki sposób stają się one częścią „niewidzialnego porządku” systemu rodzinnego, który wpływa na ich zdolność do przyjęcia mężczyzny w relacji, zwłaszcza gdy związek wydaje się być zagrożeniem dla lojalności wobec kobiet w rodzinie.
W ustawieniach systemowych lojalność jest jedną z najważniejszych sił napędowych w systemie rodzinnym. Jeśli matka, babka lub inne kobiety w rodzie doświadczały zranień związanych z mężczyznami, córka może wnieść do swojego życia nieświadome przekonanie, że bycie z mężczyzną wiąże się z bólem, zdradą i cierpieniem. Takie przekonania są często głęboko zakorzenione w podświadomości i mogą prowadzić do powstania mechanizmu: „Nie mogę mieć lepiej niż one” lub „Bycie w szczęśliwym związku oznacza zdradę kobiet z mojej rodziny”. Tego typu przekonania tworzą blokady w otwieraniu się na miłość i bliskość, prowadząc do trudności w nawiązywaniu zdrowych i pełnych relacji.
Jeśli w rodzinie panowały wzorce związane z przemocą, zdradą, alkoholizmem lub innymi formami traumy, kobieta może nieświadomie przejąć przekonanie, że „związek to cierpienie”. To z kolei prowadzi do przyciągania trudnych relacji, partnerów, którzy są toksyczni lub do unikania bliskości, ponieważ w nieświadomości takiej osoby istnieje przekonanie, że związki niosą ze sobą wyłącznie ból. Takie mechanizmy mogą się powtarzać z pokolenia na pokolenie, utrzymując systemowy porządek, w którym kobieta, choć chce być kochana i doceniana, nie ma dostępu do zdrowych wzorców relacji z mężczyznami.
W rodzinach, gdzie mężczyźni byli emocjonalnie nieobecni, nieprzewidywalni, lub doświadczenia związane z nimi były związane z bólem i cierpieniem, kobieta może nieświadomie przechować w sobie głęboki lęk przed bliskością. Z jednej strony pragnie intymności, miłości i pełnej relacji, ale z drugiej strony odczuwa silny strach przed zależnością. Mechanizm „bliskość – ucieczka” jest częstym efektem tego lęku. Kiedy kobieta zbliża się do mężczyzny i otrzymuje miłość, zaczyna czuć się zagrożona, co prowadzi ją do potrzeby wycofania się i utrzymywania emocjonalnego dystansu. Ten cykl może prowadzić do sabotowania relacji, wybierania mężczyzn, którzy są niedostępni emocjonalnie, lub nawet do całkowitego unikania głębszych więzi.
Anna pochodziła z rodziny, w której relacje między kobietami a mężczyznami były pełne napięć i braku szacunku. Jej matka była osamotniona w roli żony i matki, a ojciec nie angażował się emocjonalnie w życie rodziny. Podobnie było w małżeństwie jej babci i dziadka. Anna dorastała w atmosferze dystansu i nieporozumień między płciami. Mimo pragnienia szczęśliwego związku, nie potrafiła nawiązać głębokiej relacji z mężczyznami, obawiając się, że każda taka relacja skończy się rozczarowaniem.
W pracy ze mną Anna odkryła, jak przekonania o mężczyznach, wyniesione z jej rodziny, wpływały na jej życie. Na sesjach pracowałyśmy nad uzdrowieniem jej relacji z mężczyznami, uwalniając ją od wzorców przeszłości. Anna zaczęła dostrzegać, że mężczyźni nie muszą być zagrożeniem, a miłość nie wiąże się z cierpieniem. Stopniowo zbudowała nowe przekonania, które pozwalały jej na otwarcie się na bliskość i miłość. Dzięki temu poczuła się bezpieczna w swojej roli kobiety, gotowa na szczęśliwy związek.
Praca metodą ustawień systemowych pomaga odkryć te nieświadome mechanizmy i przekonania, które prowadzą do trudności, z którymi się spotykasz. Ustawienia pozwalają dostrzec, że lojalność wobec kobiet w rodzie, choć naturalna, może stać się hamulcem w rozwoju zdrowych, pełnych związków. Kluczowe jest przywrócenie porządku w systemie rodzinnym, gdzie kobieta przestaje obarczać się odpowiedzialnością za trudne doświadczenia innych kobiet w rodzie i pozwala sobie na szczęście w relacjach z mężczyznami. Odzyskanie równowagi w systemie rodzinnym i uwolnienie się od nieświadomego lojalnościowego obciążenia daje kobiecie szansę na prawdziwą bliskość, pełne i satysfakcjonujące związki oraz możliwość uwolnienia się od przekonań, które ograniczają jej możliwości miłości i szczęścia.
Pozwolenie sobie na odkrywanie i zrozumienie mechanizmów, które rządzą rodzinami, zwłaszcza w kontekście wzorców, które przejmowane są z pokolenia na pokolenie, to krok wielkiej odwagi i miłości do siebie. Pozwolenie sobie na wyjście ze ślepego odtwarzania transgeneracyjnych uwikłań, bez oceny i z całym szacunkiem dla losów Przodków i Przodkiń, pozwala odzyskać przestrzeń na szczęście, spełnienie i budowanie zdrowych relacji oraz satysfakcjonującego życia. Ustawienia systemowe pozwalają na uzdrowienie tych dynamik, przywracając równowagę w rodzinach i umożliwiając kobietom pełne wyrażenie siebie.
