Dom dobry
29.12.2025 | Aneta Stryjewska, Coach Transformacyjny

„Miałam dobry dom.”
„Moi rodzice dbali o nas.”
„Niczego mi nie brakowało.”
„Miałam dobre dzieciństwo.”
„Mama była z nami w domu.”
„Nie spotkały mnie w dzieciństwie żadne traumy.”
To zdania, które bardzo często słyszę podczas pierwszych sesji.
Wypowiadane spokojnie. Pewnie. Jakby zamykały temat.
I bardzo często… to nie jest cała prawda.
Tak, mogło być dobrze.
Ale równie często to „dobrze” oznaczało po prostu tyle, że nie wydarzyło się nic drastycznego. Nie było bicia. Nie było alkoholu. Nie było „tego najgorszego”.
A to, czego doświadczyłyśmy, było jedynym znanym doświadczeniem.
Bez punktu odniesienia. Bez porównania. Bez świadomości, że można inaczej.
Pamiętam jeden z warsztatów, kiedy w odpowiedzi na zdanie: „Miałam dobre dzieciństwo”, inna kobieta powiedziała cicho: „Ja też tak myślałam. Dziś myślę zupełnie inaczej.”
Normalizacja tego, co nie było skrajnie złe
Jeśli coś nie było brutalne ani jednoznacznie krzywdzące, bardzo często definiujemy to jako normę, żeby być precyzyjną nasz umysł definiuje to jako normę. Nie zatrzymujemy się, by zapytać:
– A co, jeśli to wcale nie było dobre?
– Co, jeśli było tylko… znane?
Podświadomość zapisuje to, czego doświadczamy, jako wzorzec przetrwania. A znane w języku podświadomości oznacza: bezpieczne.
To zdanie jest kluczowe:
Znane = bezpieczne
Nawet jeśli obiektywnie było trudne, chłodne, pełne napięcia, przemilczeń czy emocjonalnej samotności.
Podświadomość nie analizuje. Ona rozpoznaje i odtwarza.
Dlaczego wciąż wracamy do trudnych relacji
To dlatego ludzie latami tkwią w relacjach, które ranią.
Czasem są to relacje chłodne.
Czasem przemocowe.
Czasem pełne kontroli, lęku, podporządkowania.
Podświadomość zna te mechanizmy. Wie, jak się w nich poruszać. I dlatego je przyciąga, bo znane oznacza „do przeżycia”.
Warto pamiętać, że około 95% naszego funkcjonowania pochodzi z poziomu podświadomości, tylko 5% stanowi umysł świadomy. Umysł działa jak komputer. Co zostało wgrane, tym dysponujesz. To jest Twój zasób. Ale też Twój „system bezpieczeństwa”. Umysł nie jest zainteresowany Twoim szczęściem. Jego zadaniem jest jedno: przetrwać. A przetrwasz, jeśli będziesz reagować tak, jak wtedy, gdy już raz to przeżyłaś.
Kobiecość, relacje i zapis z dzieciństwa
Jeśli dziewczynka dorastała w domu, w którym była przemoc: fizyczna, emocjonalna lub psychiczna, jeśli widziała, jak traktowana była jej mama albo sama doświadczała lęku, braku ochrony, zawstydzania czy ignorowania, jej podświadomość zapisuje to jako model relacji.
Kobiecości uczymy się od mamy. A tego, jak kobieta jest traktowana, uczymy się od taty.
To nie są teorie. To są zapisy w ciele i układzie nerwowym.
I potem, jako dorosłe kobiety, podświadomie wyłapujemy w przestrzeni ludzi i sytuacje,
które pozwolą ten zapis odtworzyć.
Bo to znamy.
Bo to już przeżyłyśmy.
Bo organizm wie, jak w tym „funkcjonować”.
Ale to nie jest życie. Często słowo “życie” jest nadużywane i bardziej dotyczy odtwarzania schematów, traum, zachowań, niż żywego doświadczenia. Lubię bardzo określenie “żywe życie”. Żywe życie to takie, które jest pełne ruchu, dostępu do uczuć, które są tylko informacją i nie zalewają nas wciągając w kolejne mechanizmy służące przeżyciu. Żywe życie to poczucie, że jest mi dobrze: w tym domu, z tymi ludźmi, w tej pracy, itd. To poczucie, że chce mi się więcej, dalej, ale bez przekraczania siebie, bez zdobywania kolejnych szczytów, bo inni tak mają, bo takie są normy społeczne, a tylko dlatego, że ja tak chcę.
Ilu z nas żyje takim życiem???
„Dom dobry” – lustro dla wielu
Bohaterka filmu „Dom dobry” nie podejmuje od razu działań, by wyjść z trudnej sytuacji. Nie dlatego, że nie widzi co się dzieje, ale dlatego, że przeżywa coś co już zna. Podświadomie czuje się “bezpieczna”.
Ten film porusza, bo dotyka w wielu, głęboko. Z pozycji widza – obserwatora można złapać inną perspektywę niż tę, którą mamy będąc w oku cyklonu. W ilu podobnych sytuacjach byłam? W ilu miejscach tak właśnie się czułam?
Cisza na sali w wielu momentach seansu nie jest przypadkowa. Cisza, która pojawia się, jest momentem docierania do swojej prawy. Bo ten film przypomina albo własne doświadczenia, albo to, co zapisane jest w systemie: z poziomu traum osobistych czy rodowych.
Dlaczego sama rozmowa to za mało?
Dużo rozmów wywołał ten film, ale i tak to za mało żeby coś zmienić. Rozmowa to dobry początek. Ważne jest, by zaopiekować się nie tylko umysłem: zrozumieć, przeanalizować, wytłumaczyć, ale również ciałem emocjonalnym i fizycznym.
Zapisy traumy znajdują się w ciele.
W układzie nerwowym.
W oddechu.
W napięciach.
Dlatego skuteczna jest praca zintegrowana, obejmująca ciało fizyczne, emocjonalne, mentalne oraz energetyczne.
Sesje oddechowe, praca systemowa, uważność na ciało – to narzędzia, które pozwalają przywracać stan równowagi, tam, gdzie utrzymuje się zapis o trudnym doświadczeniu poza świadomością.
Równie ważna jest bezpieczna relacja terapeutyczna. Długofalowa praca z jednym terapeutą. W ten sposób doświadczasz bezpiecznej relacji z drugą, dorosłą osobą, a z czasem również odzyskasz zaufanie do siebie, do swoich odczuć, uczuć i emocji.
Od czego zacząć, czyli higiena mentalna i emocjonalna
Warto pamiętać, że nie jesteś swoimi myślami ani emocjami, które przepływają przez ciało. Możesz rozmawiać ze sobą, to bardzo dobry sposób na kwestionowanie, podważanie i sprawdzanie tego co myślisz i czujesz.
Zatrzymaj się i zapytaj:
– Czy to na pewno prawda?
– Czy zawsze tak jest?
– Czy inni też tak mają w tej sytuacji?
Nie chodzi o analizowanie bez końca. Chodzi o świadomość swojego stanu mentalnego i emocjonalnego.
Jeśli dziś, w dorosłym życiu są obszary, z których nie jesteś zadowolona, to bardzo możliwe, że źródło ich niepowodzenia ma swój początek o wiele wcześniej niż Ci się wydaje.
Przyczyny utknięcia, niepowodzenia czy problemu są niemal zawsze wielopoziomowe:
* mentalne, np: przekonania nabyte lub przejęte
* emocje, które nas regresją do wcześniejszych, trudnych momentów
* schematy rodowe, np.: powielanie trudnych losów przodków
* osobiste doświadczenia
* a czasem także zapisy na poziomie duszy i energetyki.
Można żyć inaczej
Zmiana nie jest łatwa, ale jest możliwa.
Nie wydarzy się sama, ale przy Twoim udziale i zaangażowaniu. Krok po kroku.
Zaczynając od tego, co dziś czujesz, co najmocniej Cię drenuje i przeszkadza.
Oglądając „Dom dobry”, widziałam jak wielu poruszył, a cisza była najgłośniejszym wyrazem tego faktu. Słyszałam takie wiele dyskusji na jego kanwie, o tym “jak trzeba”, “jak powinniśmy”, “jak należy pomagać”.
Jednego jestem pewna: powinniśmy zająć się najpierw każdy sobą i każdy z odpowiedzialnością stanąć do swojego domu, domu pochodzenia i przejętych świadomie i nieświadomie niewspierających i krzywdzących wzorców dla nas, i naszych bliskich. To jest dla mnie fundamentem. Bo jeśli nauczysz się siebie, zaczniesz siebie rozumieć, przestaniesz ze sobą walczyć i siebie przekraczać, to tak samo będziesz chciała być w relacji z innymi ludźmi. Wtedy wystoisz w ich prawdzie i będziesz zasobna, i gotowa do pomocy, gdy o to poproszą.
Film, we mnie osobiście, nie wywołał silnych emocji, jestem przekonana, że dlatego, iż dotknęłam w sobie wielu trudnych warstw wcześniej. Dziś nie tracę głowy, widząc cierpienie innych. Dzięki temu mogę im towarzyszyć w drodze ich zmiany.
Ten film był dla mnie również potwierdzeniem miejsca, w którym dziś jestem. I dowodem na to, jak wiele można zmienić, kiedy wybiera się życie, zamiast przetrwania.
