Czym jest prawdziwa miłość?
24.02.2025 | Aneta Stryjewska, Coach Transformacyjny

Zapis jednej z sesji.
Miłość to jedno z najgłębszych i najbardziej tajemniczych uczuć, jakie możemy doświadczać. Jednak czym jest prawdziwa miłość? Czy to spełnienie oczekiwań, dopasowanie do idealnego obrazu wytworzonego w głowie? A może to coś znacznie głębszego, co przekracza granice naszego umysłu i dociera prosto z i do serca?
Kanwą tego artykułu jest sesja mojej klientki, która pewnego razu stanęła przed brutalną prawdą o swoim życiu uczuciowym. Całe lata budowała swoje relacje w oparciu o głowę – wiedziała, jak powinien wyglądać idealny związek, czego chce, jakie kroki powinien podjąć partner, by spełnić jej oczekiwania. Miała dokładny obraz miłości – logiczny, przemyślany, dopasowany do jej wyobrażeń. Ale rzeczywistość nie podążała za tą wizją. Mimo starań, relacja nie mogła się zmaterializować, partner był nieosiągalny, coś zawsze stawało na przeszkodzie.
Dopiero sesja ustawień systemowych pokazała mechanizm, tego co się działo między nimi, mechanizm wielkiej miłości: oboje widzieli siebie sercem, jednak ciężary, które były pomiędzy nimi, nierozwiązane wcześniej sprawy, powodowały, iż miłość, ta mogła wydarzyć się tylko w takiej – niespełnionej formie między nimi. Ta prawda wybrzmiała w słowach: “ja tu nic nie mogę”, “twój los zostawiam przy tobie; ja za siebie, ty za siebie”. Te słowa płynęły prosto z serca klientki, a z głowy ciągle płynęła racjonalizacja. To powodowało ogromny wewnętrzny konflikt.
Jednak, gdy w czasie sesji wybrzmiewają słowa prawdy o danej sytuacji, przychodzi zgoda na tę prawdę i ulga. To właśnie w tym momencie nastąpił przełom – klientka zrozumiała, że miłość nie może być budowana na iluzjach, na wizjach tworzonych przez umysł, lecz jedynie na prawdzie, którą czuje serce. Jej ciało, zmęczone nieustannym podążaniem za głową, bez dostępu do prawdziwych uczuć, wreszcie mogło odetchnąć. Otworzyła się przestrzeń na prawdziwą miłość – tę, która nie wymaga wymuszonej perfekcji, lecz rodzi się naturalnie, bez wysiłku, w zgodzie z tym, co czujemy w głębi siebie.
Klientka – intelektualistka, blisko jej zawsze było do głowy, a daleko do serca. Ta relacja, była dla niej lekcją, była dla niej przełomem. Uświadomiła sobie, że podejmowanie decyzji zgodnych z sercem, jest kluczem do spełnienia. Wcześniej, nie słuchając swoich emocji, ignorowała potrzeby swojego serca i ciała. Przekraczała siebie, nie pozwalając sobie na odpoczynek, bliskość, prawdziwą wrażliwość. Jak inaczej mogła dotrzeć do tej prawdy, jeśli nie przez trudne doświadczenia?
Taka to lekcja i taka wartość z tej relacji dla niej. Bo każda relacja jest dla nas darem, lekcją, doświadczeniem, które zapisuje się w naszych tkankach, wnosi w nasze życie nowe jakości. Łączymy się ze sobą, aby wzajemnie wzrastać.
Jaką lekcją dla mojej klientki był związek z tym mężczyzną? – piękną lekcją stawania do swojej prawdy, otwierania przestrzeni serca, bo tylko wtedy będziemy szczęśliwi, gdy będziemy żyć w zgodzie z naszym sercem, a nie w iluzji, którą tworzy gowa.
O czym była ta lekcja? – on stawiał ją do czucia swojego serca, do podejmowania decyzji zgodnych z sercem, a nie z głowy, która była odcięta od ciała i uczuć.
…
Po ustawieniu przeszłyśmy do sesji oddechowej, aby ciało też mogło puścić to co tak kurczowo trzymało: iluzję, “że może kiedyś coś się zmieni i znów będziemy razem.” Może kiedyś. Dziś tego nie wiemy. Dziś prawda jest inna i trzeba ją zobaczyć w pełni i taką, jaką jest, przyjąć.
Przez ciało przetaczały się różne emocje towarzyszące tej sytuacji: od niezgody, złości, smutku do cichej bezsilności i spokoju. Ciało otwierało powoli przestrzeń klatki piersiowej, jakby uwalniało serce ze zbroi, jakby serce dochodziło wreszcie do głosu: “Teraz ja!”.
Po zakończonej sesji klientka czuła: spokój i zgodę na to co jest. Patrzyła w ciszy przez kolejne minuty na ostatni obraz z ustawienia, aż wysyciła się uczuciami i w spokoju przyjęła prawdę.
Oddech przepłynął przez całe ciało.
Przyszła ulga.
Potem pojawiła się wdzięczność za to co ich połączyło, za to ich wspólne i za to jakie to było i ile sobie dali.
…
Prawda wyzwala z iluzji.
Prawda jest lekka.
Prawda prowadzi do więcej; nawet ta trudna do przyjęcia.
A prawda jest taka, że to serce zawsze zna prawdę!
…
Czasem wydaje nam się, że jest dokładnie tak, jak myślimy, a jednak prawda często bywa inna.
Prawdę zna serce. Jeśli masz wątpliwości w jakimś temacie: zapytaj siebie “skąd to wiem: z głowy czy z serca?” i pozwól niech odpowiedź przyjdzie sama. A jeśli nie przyjdzie, to może oznaczać wewnętrzny konflikt w danym temacie między tym co chce głowa, a tym o co woła serce.
Pozwól sobie na prawdę, robiąc spokojny wdech i wydech.
…
Często, gdy się rozstajemy i jest ciężko, i trudno, myślimy, że nie było miłości w tej relacji, a nie zawsze to jest prawda. Zwykle właśnie to miłość drugiej istoty, ta głęboka, stawia nas do naszego więcej, bo miłość oznacza: “widzę ciebie prawdziwego”, czyli widzę ciebie z twoimi ciężarami, z twoimi zasobami, ale również z ich brakiem, z twoimi zaletami, z twoimi wadami i podejmuję swoje decyzje, bo mam też miłość do siebie i ta miłość jest zawsze pierwsza.
Miłość ta “z głowy”, z kolei często jest iluzją, jakimś naszym wyobrażeniem o tym, jak powinna wyglądać ta relacja, bo tak słyszeliśmy, taki film oglądaliśmy, ktoś tak ma. A prawda jest taka, że każdy z nas jest inny i dla każdego ta miłość to zestaw zupełnie różnych jakości, często podobnych, ale nie zawsze takich samych. Miłość to nie jest jedno uczucie, to wiele różnych. Jaki jest Twój zestaw?
Miłość prawdziwa to: “kocham cię mimo wszystko i pomimo wszystko i pozwalam ci odejść, jeśli taka twoja wola”.
Miłość nie zawsze wystarczy, ale gdy ją przyjmiemy, taką jak do nas przyszła, pojawi się wdzięczność za to co było i jakie to było, i pozwala dobrze się rozstać.
Miłość uwalnia.
Wdzięczność nasyca.
Szacunek rozdziela.
Wszystko, co robimy w naszym życiu, robimy albo z lęku, albo z miłości. Tam, gdzie podejmujemy decyzje i działania zgodne z sercem, tam idziemy ścieżką miłości. Wybieramy taką pracę, taką relację, bo jest to naturalnym pragnieniem serca. I wtedy to służy, wtedy to niesie, wtedy to nas wypełnia. Jeśli natomiast wybieramy taką pracę, taką relację, bo się boję, że nie będzie innej, jest to droga u podstawy, której leży lęk. Boję się, że nie jestem właściwa, wartościowa, że nic innego mnie nie spotka, nie wierzę w siebie. Czy taka relacja oparta o lęk może przynieść satysfakcję? Nie. Jest to raczej iluzja dobrej relacji, która nawet jeżeli na początku wydaje nam się właściwa, po jakimś czasie rozpada się jak domek z kart.
Dziękuję że mogłam towarzyszyć i dziękuję za możliwość publikacji.
