Co znaczy: przyjąć w pełni swoją kobiecość i jak oddech może w tym pomóc?  O głębokim połączeniu z przodkiniami i ich dziedzictwem

6.11.2024 | Aneta Stryjewska, Coach Transformacyjny

Czym właściwie jest kobiecość? Czy jest to zbiór cech biologicznych, społecznych ról, czy może głęboko ukryta moc, która budzi się, gdy kobieta zaczyna przyjmować siebie w pełni? Przyjęcie własnej kobiecości to głęboki proces. To decyzja, by otworzyć się na siebie, ale również na dziedzictwo wszystkich kobiet w rodzie – matek, babek, prababek, które kształtowały się w różnych warunkach historycznych i społecznych. Każda z nich wniosła inne jakości do rodu, każda miała swoją historię, swoją walkę i swoją mądrość, swoje doświadczenia, które ją ukształtowały. Dlaczego jednak ich doświadczenia są tak ważne w odkrywaniu i przyjmowaniu własnej kobiecości?

Dziedzictwo kobiet – zrozumieć przeszłość, aby budować przyszłość

Joanna Kuciel-Frydryszak w swojej książce Chłopki. Opowieść o naszych babkach ukazuje trudne losy polskich kobiet mieszkających na wsi, które przez lata pozostawały niewidoczne, marginalizowane i często sprowadzone jedynie do ról żon i matek. Książka ta pokazuje, jak silne i zdeterminowane musiały być nasze babki, by przetrwać i zapewnić byt swoim rodzinom. Często same nie miały szans na edukację czy rozwój, a ich kreatywność tłumiona była przez codzienną walkę o przetrwanie. Dla wielu kobiet tworzenie czy wyrażanie siebie było luksusem, na który nie mogły sobie pozwolić. Były one, jak pisze autorka, fundamentem społeczeństwa, który dźwigał ogromne ciężary, pozostając w cieniu.

Dlaczego warto w tym kontekście przyjrzeć się kobietom z naszego rodu? Przyjęcie własnej kobiecości to nie tylko odkrywanie własnych pasji i możliwości, ale także zrozumienie, jakie wzorce i wartości są nam przekazywane. Często nosimy w sobie ich niewidoczne piętno: ich ambicje, zranienia, nadzieje, ograniczenia. Wychodząc od tej wiedzy, możemy dokonać świadomego wyboru – skorzystać z ich siły, czerpać z zasobów, unikać błędów i iść własną drogą. Czy nasze babki mogły sobie pozwolić na życie pełne pasji? Czy były szanowane za swoją pracę? I jak Ty teraz masz kobieto? Czy kreujesz swoje życie czy je odtwarzasz? 

Akceptacja historii naszych przodkiń, zrozumienie ich trudności i wyborów to klucz do pełniejszego i bardziej autentycznego przyjęcia siebie. W docieraniu do swojej prawdy, pomocne będą ustawienia systemowe, dzięki którym możemy zacząć dostrzegać, że nasze życie to nie tylko nasze indywidualne wybory, ale część większej opowieści, w której wartość kobiecości wyraża się na tysiące sposobów. Wspomnienia i historie naszych przodkiń to również zasoby, z których możemy czerpać siłę i inspirację.

Sesje oddechowe – narzędzie kontaktu z wewnętrzną mocą

Proces przyjmowania swojej kobiecości wymaga także pracy z ciałem i emocjami, a jednym z pomocnych narzędzi są sesje oddechowe. Praca z oddechem to sposób na głębokie połączenie z własnym wnętrzem, dotarcie w ciele do zapisów komórkowych, które w sobie nosimy, wyrażenie zablokowanych emocji, by na końcu poczuć spokój i akceptację. Oddech pozwoli również na bardziej świadome zakorzenienie w ciele nowych wzorców, które będą wspierające w podejściu do własnej kobiecości we współczesnym świecie.

W tym miejscu opowiem Ci historię Marii.

Piękna, dojrzała kobieta po swojej pierwszej sesji powiedziała: „Cudownie mi. Dawno tak się nie czułam: wolno, lekko i bezpiecznie.” To było dla niej przełomowe doświadczenie, choć droga do tej chwili była długa i pełna oporu.

Znałyśmy się już wcześniej. Początkowo była pełna wątpliwości – przez wiele miesięcy zbierała się do podjęcia decyzji o zapisaniu się na sesję. Moje nagrania i posty wywoływały u niej wewnętrzny sprzeciw. Gdy mówiłam o oddechu, natychmiast przerywała, nie mogła znieść „czucia”. To jej ciało, obciążone przez lata nieakceptacji, broniło się przed dotknięciem tej głębokiej sfery.

Kiedy już udało się umówić na sesję, wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło. Spotkanie, które nieoczekiwanie zderzyło się w czasie z planowaną sesją, coś do dostarczenia w ostatniej chwili, hałasy z zewnątrz, techniczne trudności z linkiem do pokoju online… a do tego pies, który od razu zaangażował się w sesję. Czułam, jak mocno opór manifestuje się w fizycznym świecie. To, co wewnątrz, odbija się w świecie zewnętrznym.

Jednak, kiedy w końcu zaczęłyśmy pracować, ciało natychmiast odpowiedziało. Wspólnie zaczęłyśmy przyglądać się zatrzymanym uczuciom – braku miłości do siebie, braku akceptacji swojej kobiecości. Pojawiły się wspomnienia, w których moja klientka kilkanaście lat wcześniej trafiła do szpitala w celu usunięcia macicy. Jedyne co wtedy czuła i czego pragnęła to: „pozbyć się jej, wydalić”. Nie rozumiała innych kobiet, które płakały. Kobiet płaczących nad utratą części siebie – ona chciała tylko wyrzucić z siebie to, co sprawiało ból.

Historia jej rodu była pełna bólu, niewypowiedzianych emocji i złego traktowania kobiet. Kobiety z jej linii, odcięte od swojej kobiecości, zamrożone w ciele przez doświadczenia przemocy, pracy ponad siły, a często traktowane jak przedmioty, musiały walczyć o przetrwanie. Były pozbawione wsparcia, a ich ciała nosiły blizny po zranieniach, które nigdy nie miały szansy się zagoić. W słowach tej kobiety brzmiał echem głos jej przodkiń: „Tak bardzo się odcinam, że aż cię wycinam. Nie ma cię. Nie istniejesz.”

Przyznała mi się po sesji, że patrząc na siebie, akceptowała tylko swoją twarz, “cała reszta ciała dla mnie nie istniała“. 

Jak tu żyć akceptując tylko swoją głowę, jak cieszyć się, tańczyć, jak funkcjonować jako kobieta, matka, żona, córka, jako istota z dostępem do swojej kreacji i twórczości, do swojej emocjonalności. Nie da się. Do tego jest potrzebne całe ciało,  ciało kobiety.

Odzyskała je. W trakcie sesji poczuła, jak ciało „ożywa”, jak mięśnie wokół blizny po operacji zaczynają się poruszać, jak sama blizna układa się w symboliczny uśmiech. Cały proces był pełen łez: bólu, cierpienia, poczucia nieistnienia, nieakceptacji siebie, nieakceptacji swojej kobiecości. Płynęły wspomnienia o matce, babci, ciotkach – kobietach, które również nosiły rany po przemocy, niewidzialne blizny po latach walki o swoje miejsce, miejsce kobiety.

Na koniec sesji przyszła miłość i otulenie. „Praca domowa”, którą jej zadałam, brzmiała: „Wyprzytulać się całą, ukochać swoje ciało, każdy centymetr swojego ciała, ciała kobiety.” To był piękny, głęboki proces, który pozwolił Marii na nowo poczuć pełnię swojej kobiecości.

 To był piękny, głęboki proces, który pozwolił Marii na nowo poczuć pełnię swojej kobiecości.

Możemy wiele usunąć z naszego życia, z ciała, możemy zmienić dom, pracę, partnera, środowisko, wszystko, ale jeżeli nie skonfrontujemy się z historią, z emocjami, które stoją za tymi zmianami, nie uwolnimy przeszłości, bo życie zawsze będzie nas stawiało w obliczu tych samych wyzwań. Po co? Po to, byśmy w końcu mogły zaakceptować to, co było, spojrzeć na to z szacunkiem. Aby puścić przeszłość, zostawić ją za sobą i pójść dalej własną drogą.

Przyjąć wszystkie swoje przodkinie – w pełni i z szacunkiem

Przyjmowanie swojej kobiecości to akt odwagi i miłości wobec siebie, ale także wobec kobiet, które były przed nami. Oznacza to przyjęcie ich historii, zarówno tych pięknych, jak i tych pełnych cierpienia. Wymaga to odwagi, by spojrzeć na ich doświadczenia, ich radości i bóle, i uznać, że są one częścią nas. Akceptując je, dajemy sobie możliwość skorzystania z ich siły, zasobów, które przetrwały przez pokolenia.

Przyjąć swoją kobiecość to także zgodzić się na swoją autentyczność i odnaleźć równowagę pomiędzy dziedzictwem a nowymi możliwościami. W ten sposób każda kobieta staje się pełnoprawną kontynuatorką historii rodu – a jednocześnie autorką swojej własnej opowieści.

Tę historię publikuję za zgodą mojej klientki, tej pięknej kobiety, która przeżyła swój proces odzyskiwania siebie. Jest to historia, w której wiele z nas może się przejrzeć jak w lustrze.